W dniu 5 października 2026 r.odbyło się spotkanie z panem Henrykiem Kamińskim, uczestnikiem robotniczego protestu w Płocku w czerwcu 1976 roku. Podczas spotkania opowiedział on o swoim życiu, pracy, przyczynach protestu, jego przebiegu oraz późniejszych konsekwencjach.
Relacja ze spotkania KubyKawczyńskiego ucznia klasy 4H
Podczas spotkania wysłuchaliśmy relacji świadka wydarzeń Czerwca 1976 roku w Płocku, który jako pracownik Petrochemii Płockiej uczestniczył w proteście robotniczym. Opowiedział o sytuacji społecznej i ekonomicznej w Polsce w latach 70., przyczynach wybuchu protestu oraz o jego przebiegu i konsekwencjach dla uczestników.
Przyczyny protestów
Jedną z głównych przyczyn niezadowolenia społecznego w 1976 roku była trudna sytuacja ekonomiczna. W czerwcu tego roku premier PRL Piotr Jaroszewicz ogłosił plan znacznych podwyżek cen żywności. Podwyżki miały objąć między innymi mięso i jego przetwory, a także inne podstawowe produkty spożywcze.
Dla wielu pracowników oznaczało to pogorszenie sytuacji materialnej. Świadek podkreślał, że robotnicy już wcześniej mieli problemy z utrzymaniem rodzin. Wspominał również o bardzo trudnej sytuacji mieszkaniowej. Sam, mimo kilku lat pracy, nie miał możliwości otrzymania własnego mieszkania i wraz z żoną w ciąży wynajmował niewielki, jednoizbowy lokalu, w którym brakowało łazienki.
Świadek zwracał uwagę, że pracownicy Petrochemii byli świadomi swojej sytuacji ekonomicznej. Po odbyciu służby wojskowej i kilku latach pracy miał już doświadczenie zawodowe oraz pewną wiedzę dotyczącą funkcjonowania gospodarki. Jego zdaniem narastające niezadowolenie nie dotyczyło tylko jego zakładu, lecz było powszechne w wielu miejscach pracy w Polsce.
Istotnym problemem były również warunki pracy. Pracownicy często pracowali w soboty, a czasami również w niedziele.
Nastroje w płockiej petrochemii w czerwcu 1976 roku
Po ogłoszeniu przez premiera Jaroszewicza planowanych podwyżek wśród pracowników rozpoczęły się żywe dyskusje. Co ważne, niezadowolenie nie ograniczało się wyłącznie do osób niezwiązanych z PZPR. Według świadka również niektórzy członkowie partii krytycznie oceniali sytuację gospodarczą i decyzję o podwyżkach.
Pan Henryk podkreślał, że pracownicy mieli poczucie, iż ich ciężka praca nie przekłada się na poprawę poziomu życia. W tych warunkach wiadomość o kolejnych podwyżkach stała się impulsem do wyrażenia sprzeciwu.
Wyjście pracowników z Petrochemii
Po zakończeniu zmiany pracownicy zaczęli spontanicznie opuszczać teren zakładu przez bramę nr 2. Nie była to wcześniej przygotowana i dokładnie zaplanowana manifestacja. Ludzie dołączali do siebie stopniowo, spontanicznie.
Przedstawiciele kierownictwa próbowali przekonać pracowników, aby pozostali na terenie zakładu. Protestujący nie dali jednak wiary tym zapewnieniom i zdecydowali się wyjść na ulice Płocka.
Według relacji świadka pracownicy szli między innymi ulicą Łukasiewicza. Manifestanci poruszali się niewielkimi grupami, a mieszkańcy miasta w wielu przypadkach odnosili się do nich pozytywnie, niektórzy przyłączali się do protestujących. Cały przemarsz miał charakter spontaniczny, jak również głoszone w jego trakcie hasła typu: Chcemy chleba! Nie chcemy podwyżek!
Manifestacja w centrum Płocka
W godzinach późno popołudniowych protestujący dotarli w okolice ówczesnego Komitetu Wojewódzkiego PZPR (dzisiejszy budynek Książnicy Płockiej na ulicy Kościuszki). Po spotkaniu strajkujących z ówczesnym I sekretarzem KW PZPR władze komunistyczne zdecydowały się na użycie sił milicyjnych. Funkcjonariusze byli wyposażeni w tarcze, pałki oraz specjalne wyposażenie ochronne. Uderzali pałkami w tarcze, co miało wywołać efekt zastraszenia i pokazać siłę oddziałów milicji.Ostatecznie protest został brutalnie rozbity. Wydarzenia w Płocku były częścią większej fali protestów robotniczych, która objęła również między innymi Radom, Ursus i Żychlin.
Świadek opowiedział również o sytuacji, w której milicjanci wkroczyli do kina Przedwiośnie. Funkcjonariusze uznali znajdujących się tam ludzi za uczestników manifestacji i przeprowadzili akcję pacyfikacyjną.
Represje wobec uczestników
Po zakończeniu protestów rozpoczęły się represje wobec jego uczestników. Protestujący byli zatrzymywani, przesłuchiwani, zwalniani z pracy, a część z nich została skazana przez sądy.
Jednym z represjonowanych był Pan Henryk. Został sfotografowany podczas wydarzeń, jednak nie został wówczas zatrzymany. Fotografie wykonane przez milicję mogły później służyć jako materiał umożliwiający identyfikację uczestników protestu.
Następnego dnia nie pozwolono mu wejść do pracy. Przez kilka lat nie mógł ponownie podjąć zatrudnienia. Jak wynika z relacji, konsekwencje tych wyroków odczuwał jeszcze wiele lat później i musiał podejmować działania prawne w celu ich usunięcia.
Znaczenie Czerwca 1976 roku
Protesty czerwca 1976 roku były jednym z ważnych wydarzeń w historii opozycji demokratycznej w PRL. Po brutalnym stłumieniu protestów powstał Komitet Obrony Robotników (KOR), którego celem było między innymi udzielanie pomocy osobom represjonowanym za udział w protestach.
Wydarzenia Czerwca 1976 roku pokazały narastający konflikt między społeczeństwem a władzami PRL. Były również jednym z etapów prowadzących do powstania silniejszej opozycji społecznej, a kilka lat później do narodzin Solidarności.
Podsumowanie
Spotkanie było szczególnie wartościowe, ponieważ pozwoliło spojrzeć na wydarzenia Czerwca 1976 roku nie tylko z perspektywy podręczników, ale przede wszystkim oczami osoby, która sama pracowała w Petrochemii Płockiej i uczestniczyła w wydarzeniach.
Świadek podkreślał, że protest nie był jedynie reakcją na samą podwyżkę cen. Był wynikiem narastającego przez lata niezadowolenia z warunków życia, problemów mieszkaniowych, sytuacji ekonomicznej oraz warunków pracy. Ogłoszenie podwyżek stało się bezpośrednim impulsem do wyrażenia tego niezadowolenia.
Najważniejszym przesłaniem spotkania były słowa, że warto zabierać głos w sprawach ważnych dla społeczeństwa i nie pozostawać obojętnym wobec problemów dotyczących innych ludzi. Świadek zachęcał młode pokolenie, aby pamiętało o doświadczeniach osób, które w przeszłości miały odwagę sprzeciwić się niesprawiedliwości.
Spotkanie uświadomiło nam, że wydarzenia historyczne, o których uczymy się w szkole, były przede wszystkim doświadczeniem konkretnych ludzi. Ich wspomnienia pozwalają lepiej zrozumieć, dlaczego protesty Czerwca 1976 roku wybuchły i jak wysoką cenę zapłacili ich uczestnicy.
Relacja Leny Przybylskiej uczennicy klasy 2A
W dzisiejszym dniu odbyło się spotkanie z panem Henrykiem Kamińskim, uczestnikiem robotniczego protestu w Płocku w czerwcu 1976 roku. Podczas spotkania opowiedział on o swoim życiu, pracy, przyczynach protestu, jego przebiegu oraz późniejszych konsekwencjach.
Pan Henryk urodził się w rodzinie dwupokoleniowej. W jednym domu mieszkali jego rodzice i dziadkowie, a jego dziadek był piłsudczykiem. Pochodzi z Nowego Duninowa, natomiast do szkoły chodził w Gąbinie, gdzie uczęszczał do Zespołu Szkół Zawodowo-Technicznych. Po ukończeniu szkoły zawodowej w 1969 roku rozpoczął pracę w Naftobudowie Kraków, wykonującej zadania budowlane na terenie Petrochemii. Przedstawiciele przedsiębiorstw przyjeżdżali wtedy do szkoły i werbowali uczniów do pracy.
Pan Henryk opowiadał o ówczesnych realiach pracy, gdzie w państwowych przedsiębiorstwach dyrektorzy nie mogli samodzielnie podejmować najważniejszych decyzji. W każdym zakładzie działała organizacja partyjna, a bez zgody sekretarza partii dyrektor nie mógł decydować o sprawach zakładu.
Bezpośrednią przyczyną protestu w czerwcu 1976 roku były drastyczne podwyżki cen ogłoszone 24 czerwca 1976 roku przez premiera PRL Piotra Jaroszewicza. Pan Henryk, oglądając telewizję, zastanawiał się, jak dalej żyć, skoro wszystko drożeje. Jego sytuacja rodzinna była trudna. Nie miał mieszkania i mieszkał na stancji. Jego żona była wtedy w ciąży, a w miejscu, w którym mieszkali, nie było nawet łazienki. Pan Henryk pracował także w niedziele, aby utrzymać rodzinę.
25 czerwca 1976 roku pracownicy przyszli do pracy, ale musieli czekać na przepustki aby wejść na zakład. Pan Henryk wraz z innymi pracownikami miał wykonywać remont instalacji. W czasie oczekiwania rozpoczęła się dyskusja na temat podwyżek. Pracownicy otwarcie wyrażali swoje niezadowolenie, a podobne zdanie mieli również niektórzy członkowie partii.
W godzinach popołudniowych w zakładzie pojawili się przedstawiciele władz partyjnych, którzy namawiali pracowników, aby przestali narzekać i wrócili do pracy. Ostatecznie pracownicy podjęli dalszy protest i udali się do bramy numer dwa. Dołączali do nich także ludzie kończący pierwszą zmianę. W ten sposób rozpoczął się spontaniczny, niezorganizowany protest. Nie wybrano przywódców ani nie ustalono dokładnego planu działania.
Protestujący chcieli, aby przyjechał do nich sekretarz wojewódzki partii, gdy dowiedzieli się jednak, że tego nie uczyni, postanowili udać się do niego sami. Rozpoczął się wówczas marsz robotników na budynek KW PZPR w Płocku.
Pochód przeszedł ulicą Łukasiewicza, następnie aleją Kobylińskiego oraz ulicami Kwiatka, Sienkiewicza i Tumską. Nie była to zaplanowana manifestacja. Ludzie krzyczeli między innymi: Dajcie chleba! i domagali się cofnięcia podwyżek. Mieszkańcy przychylnie odnosili się do protestujących. Kibicowały im kobiety z dziećmi, a niektóre osoby dołączały do pochodu.
Komitet wojewódzki znajdował się w miejscu, gdzie obecnie mieści się Książnica Płocka. Około godziny 18:00-19:00 przybywało tam coraz więcej ludzi. Milicja otrzymała zadanie rozbicia protestu. Funkcjonariusze mieli hełmy, tarcze i pałki długości około 120 cm. Ustawili się w dwóch szeregach i uderzali w tarcze, a manifestanci od strony ulicy Grodzkiej nacierali na milicjantów.
Protestujący nawoływali sekretarza, aby wyszedł do ludzi. W końcu pojawił się na balkonie budynku Franciszek Tekliński.Sekretarz wzywał demonstrantów do rozejścia się, jednak pytali oni, dlaczego władze chcą ich rozgonić, a nie mają im nic konkretnego do zaoferowania. Później pojawiły się informacje o możliwym odwołaniu podwyżek, ale manifestanci nie wierzyli władzom, ponieważ bywali już przez nie oszukiwani.
Ostatecznie milicja siłą rozbiła tłum i zaczęła zatrzymywać ludzi. Panu Henrykowi udało się jednak uniknąć aresztowania i ostatnim autobusem wrócił do domu. Nie został zatrzymany, ale go sfotografowano.
Kolejnego dnia w sobotę Pan Henryk nie został już wpuszczony do zakładu pracy. Przyjęto go dopiero po pięciu latach. Uznano go za winnego i stwierdzono, że zakład słusznie go zwolnił. Pan Henryk odwołał się do Warszawy, lecz w grudniu sąd okręgowy podtrzymał wcześniejszą decyzję. Do dziś ciążą na nim dwa wyroki.
Spotkanie pozwoliło poznać wydarzenia Czerwca 1976 roku z perspektywy ich uczestnika. Pan Henryk opowiedział o przyczynach protestu, jego przebiegu oraz konsekwencjach.
